Niespotykanie niedoceniany trener
Didier Deschamps pracuje w zawodzie dosyć krótko, ale powinien już znaleźć się w gronie najbardziej zdolnych młodych europejskich szkoleniowców. Jednak wokół trenera Olympique Marsylia do tej pory nie było wielkiego medialnego szumu, nie był obsypywany pochwałami z każdej strony, a na uznanie musi bardzo ciężko harować. Zupełnie niezasłużenie.
Kariera trenerska Deschampsa jest dosyć przewrotna. Na początku swojej pracy objął AS Monaco i w ciągu czterech lat pracy wygrał Puchar Ligi (2002/03) i doprowadził klub do do finału Ligi Mistrzów (2003/04). Początek sezonu 2005 miał zdecydowanie gorszy, pokłócił się z prezydentem klubu i zrezygnował. W Monaco nieudany miał tylko pierwszy sezon, w którym zespół zajął 15. miejsce. W kolejnych latach drużyna znajdowała się w ścisłej czołówce ligi (dwa razy 2. miejsce i raz 3.). Po tak udanej przygodzie… przez rok nigdzie nie pracował.
W 2006 roku objął ukochany Juventus w trudnych chwilach – drużynę rozbitą degradacją do Serie B i odejściem czołowych piłkarzy. Ale pod jego wodzą Juventus błyskawicznie awansował do Serie A. Tydzień po zapewnieniu “Starej Damie” awansu… odszedł z klubu. Miał dość spierania się z zarządem, choć nikt nie chciał tego przyznać.
Kilka lat udanej pracy, to jednak było za mało – znów musiał czekać na powrót na ławkę trenerską. Po dwóch latach przerwy przyjął ofertę drugiego szczególnego klubu w jego życiu – Olympique Marsylia. Z którym teraz zmierza po pierwszy mistrzowski tytuł od 1992 roku (mistrzostwo z 1993 roku zostało odebrane). Historia zatacza koło – ostatnie sukcesy OM odnosiło, kiedy Deschamps był zawodnikiem klubu.
Dobre wyniki, jakie osiągał ze swoimi drużynami Deschamps wzbudzały pewien podziw i szacunek, ale… nic z nich nie wynikało. Nie dały mu przepustki do bycia postrzeganym jako zdolny, młody (obecnie 41 lat!) trener, o którego zatrudnienie biłyby się czołowe europejskie kluby. Deschamps musi mocno pracować na swoje nazwisko, kiedy głośno bywało o szkoleniowcach, których osiągnięcia były zdecydowanie mniejsze (można choćby wspomnieć szum wokół Bernda Schustera w Getafe).
Z Deschampsem jako trenerem jest tak, jak z piłkarzem. Pomimo zasług, to jednak wciąż znajduje się trochę w cieniu. Na pewno duże znaczenie ma charakter – w całej swojej karierze nie pozował na wielka gwiazdę, nie wywoływał skandali i kontrowersji. Ciężko pracował na sukces i uznanie. Jako defensywny pomocnik, był “od czarnej roboty”, którą świetnie wykonywał.
Tak jest i teraz w Marsylii. Drużynę z potencjałem zamienił w głównego kandydata do zdobycia mistrzostwa Francji. Po raz kolejny udowadnia swój warsztat. Oczywiście po udanym sezonie z Olympique pewnie dostałby wreszcie jakąś ofertę z innego dobrego klubu, typowany jest także do objęcia reprezentacji Francji po mundialu. Sam jednak, pomimo nieskrywanej miłości do Juve (niedawno stwierdził, że gdyby miał możliwość, bez wahania znów trenowałby bianconerich), obiecuje, że zostanie w Marsylii.
I jeżeli to się potwierdzi, to będzie to świetna wiadomość. Gdy będzie na niego zwrócona większa uwaga kibiców i mediów, będzie miał okazję pokazać, co potrafi w drugim, trudniejszym (ze względu na rozbudzone apetyty i kto wie, czy nie gorszą sytuację kadrową OM) sezonie. Deschamps już do “błysków” przyzwyczaił, a będzie musiał udowodnić, że to jednak nie szczęście czy zbieg okoliczności sprawiły, że wcześniejszym drużynom wiodło się dobrze. Olympique jest na świeczniku we francuskiej piłce, ma najwięcej kibiców we Francji. To wielka odpowiedzialność, ale i wielkie możliwości.
Ja w Deschampsa wierzę. Bo dzięki pracowitości i skromności jest w stanie zbudować równie piękną karierę trenerską, co piłkarską.
fot. daylife.com, guardian.co.uk
