Strona główna > Mundial 2010 > Oscar Cardozo

Oscar Cardozo

Jednak poległem w podmienianiu filmików i aktualizowaniu na bieżąco bloga przez mistrzostwa. Niestety – brak czasu. Ale wykrzesałem z siebie w końcu trochę sił na napisanie czegoś po meczu Paragwaju z Hiszpanią. Cokolwiek się nie stanie, Oscar Cardozo zyskał moją dozgonną sympatię. Nie, nie chodzi o to, że nie strzelił karnego, a ja kibicuję Hiszpanii. To może się wydawać trywialne, ale on przywołał we mnie coś bardzo ulotnego, niemal zapomnianego.

Na topie jest wyśmiewać Cristiano Ronaldo, że “Krysia” płacze po porażce, wierzga i tupie nóżkami, jak dziecko, któremu się zabrało lizaka. No może sposób bycia CR9 stwarza mu wielu wrogów. Ja do nich nie należę. Oscar Cardozo także się popłakał, ale jeżeli jego już (jeżeli w ogóle) ktoś wyśmieje, to będzie w zdecydowanej mniejszości. Stanął przed wielką szansą strzelenia gola Hiszpanii – po tej sytuacji, kto wie jakby się potoczył mecz…

Po końcowym gwizdku nie pamiętał o dwóch rzutach karnych, z których ten decydujący obronił Villar. Już nawet podczas gdy Alonso podchodził do piłki, przykląkł przykładając dłonie do twarzy. Pewnie powoli docierało do niego, co tak naprawdę stało się kilkadziesiąt sekund wcześniej. Gdy mecz się skończył, fala wzruszenia, poczucia winy i smutku uderzyła w niego z potężną siłą.

Żal mi Cardozo. Bardzo mi go żal. Patrząc na niego i jego łzy, wydawało mi się jakbym się przeniósł na podwórko, gdzie także rozgrywało się mecze “o życie”, a kiedy nie wychodziło pozostawały łzy i trzęsące się z nerwów ciało. Ta rozpacz, odpychanie kolegów i rywali, którzy spieszyli z pomocą. Żeby się nie obwiniał, bo to nie on przegrał, ale przegrał Paragwaj i po części każdy piłkarz tej drużyny. Ale on szamotał się i wyrywał z ich objęć, żeby w spokoju przeżywać to, co się stało.

Wcześniej nie widziałem wielu spotkań Cardozo. Po tym meczu wiem już na pewno, że ma wielką ambicję, chęć zwyciężania, wolę walki. Za wszelką cenę. Kiedy przychodzi porażka, to ból w nim jest ogromny i to było widać. Ten ból jest szczery do samego końca.

W futbolu chodzi o emocje. I w tym przypadku te emocje były do bólu prawdziwe. Na swój sposób piękne, bo choć negatywne, przeżywane były bez żadnego skrępowania. Takich emocji w piłce ostatnio mi brakowało.

Tylko Cardozo szkoda.

fot. daylife.com

PS Wkrótce blog znów powinien być aktualizowany częściej

PS 2 I jednak koszulka reprezentacji Argentyny to kryptonit dla Messiego

  1. 04/07/2010 o 12:54 | #1

    jak ogląda się mecz w grupie znajomych, nie zwraca się zbytnio uwagi na takie rzeczy. my się śmieliśmy, że Niemcy w półfinale rozjadą Hiszpanów, którzy przecież przez cały mecz męczyli się z Paragwajem, aż wymęczyli zwycięstwo, a tu się rozgrywał indywidualny dramat zawodnika. fajny tekst :)

  2. 15/09/2011 o 10:00 | #2

    No cóż to musiały być potężne emocje…

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.